Książe z bajki, ale bez happy endu

Młody, piękny, inteligentny, po prostu człowiek sukcesu. Całe Niemcy zachwycały się karierą młodego ministra obrony zu Guttenberga. Mimo jej dość szybkiego i zaskakującego zakończenia jego czar nie prysł. Skutecznie kreowany wizerunek jest w stanie przykryć popełnione błędy i niekompetencję.

Jak często pamiętamy nazwisko polityka, ale nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie jego imienia? Jest to zrozumiałe gdy mowa o Karlu-Theodorze zu Guttenbergu, gdyż faktycznie nazywa się on Karl-Theodor Maria Nikolaus Johann Jacob Philipp Franz Joseph Sylvester Freiherr von und zu Guttenberg (zarzucał dziennikarzom, że czasem dodawali mu jedno imię za dużo).

W jego przypadku określenie „książe z bajki” jest bliskie prawdy. Wychowywał się w pałacu, który należy do jego zamożnej szlacheckiej rodziny od 700 lat. Jego żoną jest hrabianka Stefania von Bismarck-Schönhausen, praprawnuczka kanclerza Ottona von Bismarcka.

Jak szybko rozpoczęła się jego kariera polityczna, równie szybko dobiegła (najprawdopodobniej) końca. W wieku 31 lat został posłem do Bundestagu, w wieku 38 ministrem gospodarki i technologii. W 2009 obiął tekę ministra obrony i rozpoczął proces zamiany Bundeswehry w armię zawodową. Jego popularność sięgnęła szczytu. W wielu sondażach przeganiał samą Angelę Merkel. Nic dziwnego, że zaczęto go postrzegać jako przyszłego kandydata na kanclerza. Nie zaszkodziły mu nawet jego uwikłanie w tuszowanie bombardowania w afgańskim Kunduzie, w wyniku którego zginęło kilkudziesięciu cywilów, czy śmierć kadetki w wyniku mobbingu na wojskowym żaglowcu Gorch Fock.

W mediach zawsze występował pewnie, budził sympatię. Kilkukrotnie wyjeżdżał do Afganistanu, gdzie regularnie spotykał się z żołnierzami, ubrany w mundur, bo był jednym z nich. Przylatywał aby zabrać ciała poległych. Wziął nawet udział w talk show „Kerner Spezial” nagranym w ogarniętym wojną kraju. Będąc w Bundestagu spotykałem go kilkukrotnie. Zawsze uśmiechnięty, uprzejmy, rozdawał autografy.

Katastrofa nastąpiła w lutym tego roku. Jeden z prawników przeglądając pracę doktorską zu Guttenberga porównującą konstytucję USA z projektem konstytucji Unii Europejskiej znalazł w niej nieoznaczone jako cytat fragmenty własnych prac. Wiadomość rozpowszechniły media. Po tłumaczeniach, że ze względu na obowiązki służbowe i rodzinne pogubił się w dokumentacji, zrezygnował z tytułu doktorskiego. Uniwersytet w Bayreuth po zbadaniu sprawy odebrał mu ten tytuł oficjalnie. Tydzień później zrezygnował ze wszystkich swoich politycznych stanowisk. Decyzję uznał za najbardziej bolesny krok w swoim życiu. Dymisję uzasadnił: Jeżeli opinia publiczna i media niemal wyłącznie koncentrują się na osobie Guttenberg i jego pracy doktorskiej zamiast np. na śmierci i obrażeniach 13 żołnierzy, ma miejsce przesunięcie uwagi na szkodę osób mi zawierzonych.

Dowodem na skuteczność kreowanego przez niego wizerunku są wyniki popularności. Wprawdzie większość Niemców uznała jego rezygnację za słuszną decyzję, jednak zaraz po jego rezygnacji zadowolenie z jego pracy wzrosło o 5% i z wynikiem 73% był najwyżej ocenianym politykiem w Niemczech.

Krzysztof Konrad Kucharski, maj 2011, zdjęcie: oficjalna strona Guttenberga

Poniżej schemat pracy Guttenberga. Na brązowo i czerwono zaznaczono fragmenty uznane za plagiat (źródło: http://vis4.net/blog/en/posts/guttenberg-plagiarism/)


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Wprowadź adres e-mail aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

    Dołącz do 3 obserwujących.

  • statystyki

    • 13,771 razy odwiedzono stronę
%d blogerów lubi to: